Google PlusFacebookTwitter

Bornholm – Maj 2014

By on maj 6, 2014

Zdziwiło nas, że dni na wodzie mijają tak szybko. Ledwo się obejrzeliśmy, a już upłynął tydzień od pożegnania z bliskimi i startu w Gdyni. Z lekkim żalem opuściliśmy Bornholm – miałam poczucie, że wielu miejsc nie zdążyliśmy zobaczyć, a kilku wędzonych przysmaków jeszcze nie spróbowaliśmy…   Piękne, skandynawskie krajobrazy, przyjazna atmosfera spokojnych, małych miasteczek i mili...

Zdziwiło nas, że dni na wodzie mijają tak szybko. Ledwo się obejrzeliśmy, a już upłynął tydzień od pożegnania z bliskimi i startu w Gdyni. Z lekkim żalem opuściliśmy Bornholm – miałam poczucie, że wielu miejsc nie zdążyliśmy zobaczyć, a kilku wędzonych przysmaków jeszcze nie spróbowaliśmy…

 

Piękne, skandynawskie krajobrazy, przyjazna atmosfera spokojnych, małych miasteczek i mili ludzie, którzy odpowiadają uśmiechem na uśmiech – to wszystko sprawia, że warto przyjechać na wyspę.

 

Najmniejsze miejscowości takie jak Svaneke, miały najwięcej uroku. Widząc charakterystyczne budynki wędzarni z kilkoma wysokimi kominami, warto skusić się na rybną przekąskę – tam nawet łosoś może nas zaskoczyć. Wygłodniałych podróżników kuszą śledzie podawane z surowym żółtkiem, makrele, pstrągi, dorsze, a nawet krewetki. Świeżo wędzona ryba smakuje zupełnie inaczej niż to, co można dostać w sklepach. Jest ciepła, ma delikatną konsystencję, a jednocześnie wyrazisty aromat dymu. Mhhmm…

 

Oczywiście na Bornholm przyjeżdża mnóstwo polskich turystów, zwłaszcza zapalonych rowerzystów. A jednak w jednej z restauracyjek z widokiem na morze, zaskoczyła nas najpierw obecność polskiego menu, a potem ostatnia pozycja w tymże menu – „REKIN ŚWINIA”.

Trochę z lądu…

By on maj 6, 2014

Załoga

By on maj 6, 2014

Żeglując wzdłuż wybrzeży wyspy musieliśmy ciągle omijać sieci rybackie. Zresztą na każdym kroku widać, że życie Bornholmu kręci się wokół morza i rybołówstwa – kolorowe domy kryte czerwoną dachówką ozdabiają świetliki naśladujące bulaje, w sklepikach z pamiątkami dominują fizdrygały z motywem łódeczki, latarni morskiej lub wędzarni, a w portach o świcie wyruszają na połów całe eskadry kutrów....

Żeglując wzdłuż wybrzeży wyspy musieliśmy ciągle omijać sieci rybackie. Zresztą na każdym kroku widać, że życie Bornholmu kręci się wokół morza i rybołówstwa – kolorowe domy kryte czerwoną dachówką ozdabiają świetliki naśladujące bulaje, w sklepikach z pamiątkami dominują fizdrygały z motywem łódeczki, latarni morskiej lub wędzarni, a w portach o świcie wyruszają na połów całe eskadry kutrów.

 

Z pierwszą załogą, bardzo nam się poszczęściło. Od 26 kwietnia do 3 maja mieliśmy przyjemność żeglować z czwórką fajnych chłopaków: Maćkiem, Markiem, Łukaszem i Jackiem. Razem ze stałą ekipą uzyskaliśmy piorunującą mieszankę indywidualistów, którzy – o dziwo – świetnie się razem bawili (mogą to potwierdzić rybacy z Nexø – mimowolni świadkowie imprezy pożegnalnej).

 

I tutaj czas wspomnieć, że trzon załogi uzupełnił Krzysiek, nasz wieloletni przyjaciel i oczywiście pasjonat żeglarstwa z uprawnieniami sternika morskiego. Ten dwumetrowy okularnik jest osobą nadzwyczaj łagodną, opanowaną i z ogromnym talentem do gromadzenia ludzi wokół wspólnego stołu – jeśli wiecie co mam na myśli. Swoimi żarcikami, z których zresztą sam bez przerwy chichocze, potrafi złamać każdego socjopatę czy mizantropa. Podczas nasiadówek jachtowych nie pozwala żadnym maruderom na przedwczesne opuszczenie towarzystwa ryglując drzwi do kabiny własnym ramieniem (zwykle wtedy pada tekst: „A ty dokąd, Ptysiu?”), z czułością i troską dolewa wszystkim nie bacząc na nieśmiałe protesty, a następnego dnia tych nieskutecznie protestujących okrywa kocykiem i leczy kisielkiem.
Słuszny wzrost Krzyśka jest niestety źródłem ciągłej udręki – ma pokaźną kolekcję guzów na głowie, którą poruszając się po jachcie wciąż uzupełnia o nowe eksponaty.

 

Wieczorek zapoznawczy spędziliśmy pod pięknie rozgwieżdżonym niebem w Svaneke.
Wówczas okazało się, że kilkoro z nas łączy uwielbienie do absurdalnych tekstów piosenek i dźwięku gitary. Ktoś należał do zespołu rockowego, a ktoś inny chciał należeć…
Spadające gwiazdy prowokowały do wymyślania kolejnych życzeń, które zagryzaliśmy nieśmiertelnymi sezamkami.

 

Następnego dnia czekał na nas utęskniony gorący prysznic. Łukasz i Maciek wyruszyli przed śniadaniem na kilku-kilometrową przebieżkę po okolicy. Dwa tygodnie temu brali udział w maratonie, więc są praktycznie uzależnieni od porannej porcji biegania. Tymczasem wachta kambuzowa uwijała się przy produkcji nieprzyzwoitej ilości kanapek. Po długim przelocie z Gdyni na wyspę, apetyt wszystkim dopisywał.

Wyspa i wysepki

By on maj 6, 2014

Miejscowości na Bornholmie są położone na tyle blisko siebie, że jeden z naszych załogantów wzgardził żeglowaniem przy dość mizernym wietrze i postanowił pokonać trasę ze Svaneke do Gudhjem pieszo – uwzględniając oczywiście krótki postój na spróbowanie lokalnego piwa. Bez trudu dotarł przed nami i przywitał załogę pomagając przy cumowaniu.

 

Do niewielkiej przystani wpłynęliśmy o tzw. złotej godzinie – wraz z zachodem słońca. Długie, efektowne cienie postaci właściwe same wciskały się przed obiektyw.

 

Rano w Gudhjem kiedy Chłopaki z zapałem zabrali się za szorowanie pokładu, na nabrzeże zbiegło się kilka miejscowych osób. Wyglądały jakby właśnie w pośpiechu porzuciły swoje codzienne obowiązki. Wśród nich był siwy pan ze skrzypcami i dziewczyna w fartuchu utytłanym mąką, która najwidoczniej urwała się z pracy w pizzerii. Cała gromadka szybko ustawiła się zgodnie z jakąś wewnętrzną logiką, a wtedy zabrzmiały skrzypki i rozniósł się śpiew. Z przyjemnością obserwowaliśmy całą scenę, która w pewien sposób idealnie oddawała filozofię życia tej wyspiarskiej społeczności. Oprócz naszej załogi występ chóru podziwiała też pani z gapowatym pieskiem, którego możecie zobaczyć na zdjęciu.

 

Pseudo-pudelek był ewidentnie roztargniony, bo zupełnie zignorował burego futrzaka, który śmigał po porcie. Okazało się, że to coś co przypominało długiego kota poruszającego się z prędkością Flasha, było kuną odwiedzającą rybackie kutry w poszukiwaniu rybnej przegryzki.

 

Następnego dnia pozwoliliśmy sobie na paru godzinny pobyt na małej wysepce Christiansø. Teraz, wiosną jest tam niezwykle urokliwie – przyroda intensywnie budzi się do życia. Idąc między skałami trzeba uważać na kaczki wysiadujące jajka, które idealnie wtapiają się w otoczenie. Kamienne mury wokół domów pożera bluszcz, a wszystko w okolicy kwitnie. Próbowaliśmy nawet zarejestrować hałaśliwy rechot żab w stawie, ale jak tylko włączyliśmy nagrywanie dźwięku, złośliwie ropuchy przestały nadawać.

 

Wracaliśmy na jacht obładowani sprzętem fotograficznym, kiedy z uchylonych drzwi żółtej kamienicy wysunęła się jasnowłosa główka dziewczynki, a potem dwie kolejne. W końcu ciekawość zwyciężyła i z budynku wysypała się grupka dzieciaków w różnym wieku. Każdy maluch i podrostek dzierżył inny instrument muzyczny. Zapytałam po angielsku: „zagracie coś dla nas?” i szybko na bezdechu wcisnęłam nagrywanie. A ośmioletni blondyn z gitarą przytaknął z udawaną pewnością siebie frontmana, po czym spalił buraka i wtedy zagrali.

 

Byliśmy totalnie rozbrojeni znajomą melodią wyłaniającą się z radosnej kakofonii. Kiedy koncert się skończył dzieci spoważniały oczekując na nasz surowy osąd. Potrzebowaliśmy kilku sekund, żeby się pozbierać i nagrodzić rockendrolowców zasłużonymi brawami. Twarze maluchów natychmiast się rozpromieniły , pożegnaliśmy się , a cała grupa odeszła niespiesznie w chwale …kierując się w stronę huśtawek.

 

Potem zapakowaliśmy się na jacht i wyruszyliśmy do Allinge w poszukiwaniu najlepszego wędzonego śledzia na Bornholmie.

…i trochę z wody

By on maj 6, 2014

God Is Dead

By on maj 6, 2014

Porwaliśmy się też na krótką wizytę w Szwecji – korzystając ze sprzyjającego wiatru, bujnęliśmy się do Ystad. W drodze przy słonecznym niebie na horyzoncie pojawił się gęsty, skondensowany opar kłębiący się tuż nad wodą. Kiedy chmura nas dogoniła zatopiliśmy się w lodowatej mgle, która oblepiała całą łódź szronem i dosłownie wysysała z załogi resztki energii. Widoczność była bardzo słaba, a przecinaliśmy szlak dla dużych jednostek. Musieliśmy zaufać elektronicznej nawigacji. Sprzęt nas nie zawiódł.

 

Wróciliśmy na terytorium Danii i wylądowaliśmy w Rønne. Jednak to największe miasto na wyspie było prawie pozbawione tej magicznej, przytulnej atmosfery charakterystycznej dla pozostałych bornholmskich miejscowości. Wieczorem 2 maja przybiliśmy do portu w Nexø, żeby chłopaki zdążyli na sobotni prom do Polski. Kiedy tylko pożegnaliśmy naszą dzielną ekipę, zrobiło się strasznie cicho i pusto.

 

Osładzając gorycz rozstania Marek zgrał nam sporo swoich świetnych zdjęć dając błogosławieństwo na publikacje, Jacek uzupełnił jachtową apteczkę i zapasy słodkości, Łukasz wysoko ustawił poprzeczkę kolejnym zapaleńcom ubiegającym się o tytuł pokładowego DJ-a, a Maciek sprawił, że w naszych głowach wciąż rozbrzmiewa piosenka Ozzy’ego (God Is Dead). Dodatkowo chłopaki dotrzymali obietnicy i co tydzień wysyłają mailem pewien tajny link, który sprawia nam wiele radości w chłodne wieczory… *

 

Ekipa była nastawiona na intensywne pływanie, więc w sumie zrobiliśmy ponad 300 Mm, a planowaliśmy o połowę krótszy przebieg . Jak na pierwszy tydzień, w trakcie którego poznawaliśmy możliwości łajby, zgrywaliśmy się, przyzwyczajaliśmy do bałtyckiego wiatru i warstwy ubrań upodabniającej załogę do Teletubisiów, poszło nam całkiem nieźle. :)

 

01_full_map

* the winter is coming

comments powered by Disqus
Partnerzy projektu: sennheisergdy_logo sailservice_logo_partnerswind_logo_partnerscodezero_logo_partnersnord_boat_small    

Patroni medialni:


Zagle_logo_rtb      Podroze_logo_rtb            RG logo
Di solito, i piedi diventano freddi e una sensazione di bagnato può essere sentito. Ma, questo paio di stivaletti è stato progettato Ugg scontati prudenti le decisioni di sottoscrizione cura, in modo da ottenere tutta l'intimità e la secchezza si dovrebbe. Gli stivali vi aiuterà anche a stoppino via l'umidità permettendo quindi quantità aria libera. Questo non significa che replica borsetta molto a buon mercato. Invece, erano Chanel borsa budget mila. Tuttavia, come il prezzo medio che sono di una borsa Chanel fino a $ 200. Ugg outlet Riceverete le caratteristiche, versatilità, questi vantaggi regolarmente pecore e struzzi, non di pelle marchio Chanel. Questo è importante, non tutti firmati a buon mercato borse chanel e spendere più di 1.000 dollari USA. Esempi del progettista attuale borse Chanel basso un gran numero. Ugg Saldi Dammi il miglior consiglio con la valvola prima di investire in "prezzo originale, sostenendo che molto più ragionevole. Borsa Chanel buona copia, infatti, confrontare l'originale e la copia, il divario tra voi.