Google PlusFacebookTwitter

Paradoks

By on wrz 11, 2014

Wiatr w różne miejsca nas nosi-goni. Miejscowość, będąca początkowym punktem siedemnastego tygodnia naszej wyprawy, to najprościej rzecz ujmując – Zadupie*, którego nazwy przez szacunek do mieszkańców nie wymienię. O mrocznej skali zjawiska niech świadczy fakt, że na lokalnych widokówkach jako jedyną atrakcję umieszczono nowoczesne kompleksy hotelowe.   Sytuację w której nie ma niczego...

Wiatr w różne miejsca nas nosi-goni. Miejscowość, będąca początkowym punktem siedemnastego tygodnia naszej wyprawy, to najprościej rzecz ujmując – Zadupie*, którego nazwy przez szacunek do mieszkańców nie wymienię. O mrocznej skali zjawiska niech świadczy fakt, że na lokalnych widokówkach jako jedyną atrakcję umieszczono nowoczesne kompleksy hotelowe.

 

Sytuację w której nie ma niczego ciekawego do zobaczenia (dostępny był oczywiście plażing, ale nie samym piaskiem człowiek żyje) ratuje załoga. Kto żeglował, ten wie, że żeglarstwo jest pasją ludzi odpornych na nudę. Podczas nieciekawych postojów czy długich przelotów czas urozmaica się na najróżniejsze sposoby. Czytamy książki, gramy w karty, turlamy kości, czasem bawimy się w chowanego (berek na jachcie zakrawa już na akt desperacji i objaw udaru słonecznego), a przede wszystkim gadamy. Wymieniamy się mniej lub bardziej poprawnymi dowcipami, anegdotami oraz dzielimy morskimi i podróżniczymi wrażeniami. Opowiadamy naszym załogantom, co przydarzyło się nam do tej pory podczas rejsu, a oni rewanżują się swoimi doświadczeniami z różnych egzotycznych wypraw.

 

Żeglarze są ciekawi świata. Dzięki opowieściom załogantów, podczas naszego rejsu dookoła Europy, zwiedziłem cały świat. Do tej pory dowiedziałem się już, jak wyglądają industrialne przestrzenie szwedzkiego Goteborga, słyszałem wiele o węgierskim winie, warsztatach samochodowych na Kubie, wielkiej nepalskiej gościnności, mrocznych zakamarkach Jamajki, pasatowych Wyspach Kanaryjskich czy też o trudnych do zdobycia szczytach w Peru i najładniejszych częściach warszawskich bulwarów. Słuchając tych opowieści, trudno oprzeć się wrażeniu, że świat nam po prostu maleje. Jest jednak wystarczająco wielki, żeby czekając na lepszy wiatr, utknąć na jakimś kompletnym Zadupiu. Paradoks?

Wszystko, czego musicie dowiedzieć się o Gibraltarze

By on wrz 11, 2014

Numero uno – Geografico – Gibraltar to wielki, posępny, wyrastający z wody kawał skały. W duecie z marokańską górą „Dżabal Musa” tworzą Słupy Herkulesa i wyznaczają niewidzialną granicę oddzielającą Ocean Atlantycki od Morza Śródziemnego. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, z Gibraltaru doskonale widać Afrykę.   Numero secundo – Politico – Gibraltar zamieszkują...

Numero uno – Geografico – Gibraltar to wielki, posępny, wyrastający z wody kawał skały. W duecie z marokańską górą „Dżabal Musa” tworzą Słupy Herkulesa i wyznaczają niewidzialną granicę oddzielającą Ocean Atlantycki od Morza Śródziemnego. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, z Gibraltaru doskonale widać Afrykę.

 

Numero secundo – Politico – Gibraltar zamieszkują obecnie Brytyjczycy i makaki. Obecność tych pierwszych tłumaczy fakt, że półwysep to wciąż jedna z wielu włości Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. Obecność tych ostatnich to wynik migracji małpy z Afryki. Jak makak przepłynął cieśninę – jeszcze nie udało mi się do ustalić, jedno jest pewne – miejscowa legenda mówi, że gdyby z kolonii zniknęły magoty, Gibraltar przestałby należeć do Wielkiej Brytanii. Winston Churchill potraktował te podania na tyle poważnie, że podczas II wojny światowej kazał przywieźć z północnej Afryki dodatkowe małpy.

 

O tym w jakim stopniu na półwyspie zadomowili się Anglicy, przekonaliśmy się tuż po minięciu hiszpańsko – brytyjskiej granicy**. Po przejściu przez budynek z kontrolą paszportów i ceł, natknęliśmy się na czerwoną budkę telefoniczną, a potem weszliśmy wprost na płytę lotniska dla samolotów pasażerskich (nie mylić z lotniskami dla szybowców czy awionetek – lądują tam normalne rejsowe samoloty). Całość zorganizowana jest podobnie jak standardowe przejście przez tory naszego rodzimego PKP. Ba, na ogół ruch pieszych i samochodów przez środek pasa startowego odbywa się normalnie i właściwie bez żadnych przerw. Trwa to, aż do momentu w którym opuszczone zostaną szlabany. Wszyscy stają przed barierkami, wielgachny samolot robi głośne sru przed nosem i po chwili jest już na niebie. Po tym krótkotrwałym zamieszaniu szlabany podnoszą się, a ruch jest wznawiany. Normalka.

 

Sama miejscowość, mimo nietypowej lokalizacji, przypomina inne brytyjskie miasteczka. Układ ulic jest zgodny z myślą o najwyższej użyteczności. Wiele potężnych wieżowców, w uliczkach dominują puby oraz knajpy serwujące lokalną odmianę niezdrowego żarcia. Ludzie są niezwykle uprzejmi i chętnie służą pomocą nawet nieznajomym. Obecność egzotycznej fauny i flory oraz prawostronny ruch samochodowy odróżnia dolną część Gibraltaru od takiego (dajmy na to) Dover.

 

Na południowy koniec Europy dotarliśmy się późnym wieczorem. Tego dnia rozkoszowaliśmy się angielskim Ale, nalanym z beczki w najstarszym gibraltarskim pubie oraz burger kingiem (w pewnym momencie każdy dość ma krewetek, małż i przegrzebków). Nazajutrz po raz pierwszy w historii RTB, postanowiliśmy zostać turystami „pełną gębą”. Zapisaliśmy się na objazdową wycieczkę klimatyzowanym minibusem.

 

Trasa prowadziła między najważniejszymi atrakcjami Gibraltaru. Zaczęliśmy od głębokich i ciemnych jaskiń wewnątrz góry, w których łebscy Anglicy postanowili dodać kolorowe światła i puścić klimatyczną muzykę. Taka podziemna dyskoteka. Następnym przystankiem okazał się punkt na szczycie góry, na którym przyszło nam bratać się z makakami, magotami. Dojazd w to miejsce należał do radości w stylu rollercoaster. Do małpiego gaju prowadziła bowiem serpentynka, na której mieścił się jeden tylko automobil. Aby busik taki jak nasz, mógł wykonać ostry skręt (a były tylko takie), w skale zostały zrobione specjalne wyżłobione nisze. Na górze okazało się, że z makakami to jest tak, że są one zblazowane, wyleniałe, ale niesamowicie sympatyczne. Włażą bez pardonu na samochody, bezczelnie wyciągają łapy po jedzenie i za byle przekąskę wchodzą na łeb, wytypowanemu przez przewodnika, turyście. Nam żaden na głowie nie usiadł. Niemniej obcowanie z tymi człekokształtnymi kreaturami, sprawiało nie lada radochę, głównie dlatego, że małpy nie odczuwały żadnego skrępowania naszą obecnością, traktując nas jak frajerów, którzy za byle sztuczkę kopsną jakiś smakołyk.

 

Kolejnym przystankiem naszej busowej eskapady było wejście do wojennych tuneli, w których obecnie znajduje się muzeum. Ekspozycja opowiada o bohaterskiej obronie Gibraltaru, przed złymi hiszpańskimi najeźdźcami. Heroizm widziany oczami Anglików oznacza, że twierdzę odciętą od posiłków wojskowych udało się obronić, mimo że oblężenie trwało przez trzy lata. Z mojej, polskiej perspektywy wygląda to trochę mniej efektownie: przewaga oblegających nad obleganymi wynosiła zaledwie dwa do jednego (na końcu nikt się nie musiał wysadzić w powietrze z wołodyjowską fantazją). Gibraltar służył jako baza podczas drugiej wojny światowej. Lokalnym wojakom w ramach przygotowań do wojny udało się wydrążyć ponad 70 mil tunelów w skałach. To dystans, który polska kolej pokonuje w cztery godziny, więc chapeau bas. W jednej z komór skalnych znajduje się tablica informująca, że z tego miejsca obserwator widział spadający do morza samolot z generałem Sikorskim na pokładzie (w miejscowej katedrze jest tablica poświęcona polskiemu bohaterowi).

 

Po zwiedzeniu tuneli zdecydowaliśmy się wysiąść z busa i dalszą drogę pokonać piechotą. Po drodze zobaczyliśmy fortyfikację obronną – Wieżę Hołdu, pamiętającą czasy Maurów (panowali w tym regionie przez osiem wieków). Na dole, w starej części Gibraltaru, zdążyliśmy zjeść niezdrowe żarcie i wyruszyć w drogę do Afryki.

Lime Rock

By on wrz 11, 2014

Moment – I nie mogę się nadziwić

By on wrz 11, 2014

Od początku tygodnia płynęliśmy w potwornym upale, powoli ciągnąc na południe. Tego dnia mieliśmy osiągnąć Gibraltar. Jako, że byłem zajęty książką, nawigacją czy też najzwyczajniejszym gotowaniem, przegapiłem historyczny moment. Ten, w którym wyłonił się na horyzoncie Czarny Ląd. Nie udało mi się jako pierwszemu zawołać – Terra Negra !   Kiedy wypełzłem spod pokładu, przed dziobem jachtu...

Od początku tygodnia płynęliśmy w potwornym upale, powoli ciągnąc na południe. Tego dnia mieliśmy osiągnąć Gibraltar. Jako, że byłem zajęty książką, nawigacją czy też najzwyczajniejszym gotowaniem, przegapiłem historyczny moment. Ten, w którym wyłonił się na horyzoncie Czarny Ląd. Nie udało mi się jako pierwszemu zawołać – Terra Negra !

 

Kiedy wypełzłem spod pokładu, przed dziobem jachtu widoczne były już zarysy wielkich kamiennych gór, a cała załoga z radością kłóciła się, kto pierwszy dostrzegł Afrykę. Jednak, patrząc na widnokrąg, poczułem ogromną satysfakcję. Udało się. Był to jeden momentów, w którym człowiek czuje się jakby zdobył olimpijskie złoto. To uczucie wynika z dokonania czegoś, dla mnie, niezwykłego, trudnego wcześniej sobie nawet do wyobrażenia, niesamowitego. Udało się …. Burza w nocniku, popcorn w mikrofali. Jedna z tych chwil, kiedy czujesz jak w głowie naświetla się Tobie klisza i ląduje do pudełka ze slajdami**. Towarzyszą one potem Tobie przez całe życie, wyciągasz je jeszcze nieraz podczas rodzinnego obiadu. Każdy ma chyba swoje ulubione slajdy. Na jednym z moich widać Afrykę.

Chwile ulotne

By on wrz 11, 2014

Dysza

By on wrz 11, 2014

Efekt dyszy to powszechnie znane żeglarzowi zjawisko kumulacji siły wiatru. Do jego zaistnienia niezbędny jest oczywiście akwen wodny oraz znajdujące się stosunkowo blisko i ułożone względem siebie równolegle fragmenty lądu. Wiatr wiejący na obszar akwenu z równą siłą, wchodzi pomiędzy brzegi jak woda w lejek zwiększając swoją siłę w przewężeniu. Zasadę tę wykorzystują młodzi chłopcy, namiętnie...

Efekt dyszy to powszechnie znane żeglarzowi zjawisko kumulacji siły wiatru. Do jego zaistnienia niezbędny jest oczywiście akwen wodny oraz znajdujące się stosunkowo blisko i ułożone względem siebie równolegle fragmenty lądu. Wiatr wiejący na obszar akwenu z równą siłą, wchodzi pomiędzy brzegi jak woda w lejek zwiększając swoją siłę w przewężeniu. Zasadę tę wykorzystują młodzi chłopcy, namiętnie przerabiając rurki od długopisów w broń miotającą papierki w nieprzygotowane na „efekt dyszy” katechetki.

 

Sytuacja ma się identycznie na Cieśninie Gibraltarskiej (w przeogromnej skali). W czasie, kiedy mijaliśmy Gibraltar, na Atlantyku wiało trzy do czterech w skali Beauforta. W cieśnie wiatr kumulował się do sześciu, siedmiu – na liczniku pojawiało się nawet uznawane za sztormowe osiem. Taka moc pojawiała się jednak wyłącznie przy szkwałach nadchodzących z góry „Jebel Musa” i nie łączyło się to z dużą falą. W związku z tym, że dzielący kontynenty dystans jest krótki, mimo „niezłego wypierdu,” trasę pokonaliśmy, z uśmiechami od ucha do ucha, na samym końcu z użyciem foka ze wsparciem silnika (tacy z nas oszukańcy).

Ceuta

By on wrz 11, 2014

Podczas telefonicznej rozmowy z kapitanem Cichockim, którą odbyłem jeszcze przed rejsem – doradził mi, żeby nie przybijać do nieciekawego Gibraltaru, który Brytyjczycy urządzili na swoją paskudną modłę, a przystankiem w drodze na Śródziemne Morze uczynić uroczą Ceutę. Przyznam, że nie zdążyłem specjalnie wgłębić się w to miasto. Po całodobowym Gibraltarze, zostało mi sił wyłącznie na godzinny...

Podczas telefonicznej rozmowy z kapitanem Cichockim, którą odbyłem jeszcze przed rejsem – doradził mi, żeby nie przybijać do nieciekawego Gibraltaru, który Brytyjczycy urządzili na swoją paskudną modłę, a przystankiem w drodze na Śródziemne Morze uczynić uroczą Ceutę. Przyznam, że nie zdążyłem specjalnie wgłębić się w to miasto. Po całodobowym Gibraltarze, zostało mi sił wyłącznie na godzinny nocny spacer po głównej alei i jachtowe zakupy. Wyniesionych refleksji było kilka:
- żeglarskie gusta bywają różne,
- świat bardzo zmalał, skurczył się, zglobalizował i upodobnił do siebie (myśl przyszła po przymusowym odwiedzeniu afrykańskiego Lidla. Taki sam market, z charakterystyczną kostką brukową, wózkami, jest w Gdańsku na Elbląskiej)
- na wszystko za mało jest czasu, nawet w tak długiej podróży jak nasza. Każde z miejsc chciałoby się lepiej poznać, posmakować. Apetyt, a właściwie głód nie jest do zaspokojenia. Świata można tylko popróbować, skubnąć. Zmęczenie, brak czasu, biorą górę, rządzą.

Afrykańska noc

By on wrz 11, 2014

Dysza

By on wrz 11, 2014

Po opuszczeniu Ceuty skierowaliśmy się w stronę Malagi. Okazało się, że dysza niejedno ma oblicze. Poza zbierającymi się w niej wiatrami, w miejscu występowania kumulują się również stateczki. Toteż na miejscu widzieliśmy wszystko od czterystumetrowych gigantów kontenerowców, po kilkudziesięciometrowe gazowce płynące w niezwykle wysokim zagęszczeniu. Towarzyszy temu, zwiększony bardziej niż...

Po opuszczeniu Ceuty skierowaliśmy się w stronę Malagi. Okazało się, że dysza niejedno ma oblicze. Poza zbierającymi się w niej wiatrami, w miejscu występowania kumulują się również stateczki. Toteż na miejscu widzieliśmy wszystko od czterystumetrowych gigantów kontenerowców, po kilkudziesięciometrowe gazowce płynące w niezwykle wysokim zagęszczeniu. Towarzyszy temu, zwiększony bardziej niż zwykle, szum komunikacyjny na kanale 16*. Słyszeliśmy nie tylko standardowe”Good afternoon sir…Channel 24″, a nawet miłe naszemu uchu „Dzień dobry i dokąd płyniecie?”, ale też najbardziej niesamowite wymiany zdań „Fuck You!” i wykrzyczane z głośnika w odpowiedzi z włoskim akcentem „Fuck Your Mother”. No cóż efekt dyszy. Piątkowy wiatr nie osłabł, wciąż wiało nam 6-7, bez znaczącej fali. Osiągaliśmy zatem rekordowe prędkości (lepsze niż PKP), płynąc z wiatrem, na samym foku. Załoga była wyluzowana do tego stopnia, że nareszcie udało się jej dokończyć na deku, mimo fruwających kart, rozpoczętego kilka dni wcześniej tysiąca. W tej kozackiej atmosferze, przy efektownej prędkości, dotarliśmy do Malagi.

Dziś są twoje urodziny

By on wrz 11, 2014

W zeszłym miesiącu obchodziłem dwudzieste dziewiąte urodziny. Jak każdego i mnie w ten „doroczny czas” dopadła pewna refleksja. Wygląda na to, że jestem w tym okresie mojego życia, w którym mam najwięcej możliwości. Nigdy jeszcze nie mogłem tak wiele zrobić, nigdy nie byłem tak niezależny. Z drugiej strony doszedłem do miejsca, w którym mam najmniej czasu, a ten z każdą chwilą kurczy się jeszcze...

W zeszłym miesiącu obchodziłem dwudzieste dziewiąte urodziny. Jak każdego i mnie w ten „doroczny czas” dopadła pewna refleksja. Wygląda na to, że jestem w tym okresie mojego życia, w którym mam najwięcej możliwości. Nigdy jeszcze nie mogłem tak wiele zrobić, nigdy nie byłem tak niezależny. Z drugiej strony doszedłem do miejsca, w którym mam najmniej czasu, a ten z każdą chwilą kurczy się jeszcze bardziej. Świat się zwiększa i maleje. Z jednej strony wiem,że mogę zacząć robić w życiu jeszcze wiele innych pasjonujących rzeczy, z drugiej zdaję sobie sprawę, zostało mi za za mało czasu, żeby spróbować wszystkiego na serio. Nie ma co gonić. Świat się i zwiększa, i maleje.

 

Stwierdzam, że natrzaskałem już trochę slajdów. Mam już w głowie parę klisz. Ciągle wygłodniały szukam następnych, jednak szukam cierpliwie. Towarzyszy mi spokój.

 

* Przez szacunek dla świata i bliźniego, nazwy miejscowości nie wymienię
** Utrwalone w mózgu obrazy, wymagają trudnej sztuki fotografowania tylko oczami

 

map_w14

comments powered by Disqus
Partnerzy projektu: sennheisergdy_logo sailservice_logo_partnerswind_logo_partnerscodezero_logo_partnersnord_boat_small    

Patroni medialni:


Zagle_logo_rtb      Podroze_logo_rtb            RG logo
Di solito, i piedi diventano freddi e una sensazione di bagnato può essere sentito. Ma, questo paio di stivaletti è stato progettato Ugg scontati prudenti le decisioni di sottoscrizione cura, in modo da ottenere tutta l'intimità e la secchezza si dovrebbe. Gli stivali vi aiuterà anche a stoppino via l'umidità permettendo quindi quantità aria libera. Questo non significa che replica borsetta molto a buon mercato. Invece, erano Chanel borsa budget mila. Tuttavia, come il prezzo medio che sono di una borsa Chanel fino a $ 200. Ugg outlet Riceverete le caratteristiche, versatilità, questi vantaggi regolarmente pecore e struzzi, non di pelle marchio Chanel. Questo è importante, non tutti firmati a buon mercato borse chanel e spendere più di 1.000 dollari USA. Esempi del progettista attuale borse Chanel basso un gran numero. Ugg Saldi Dammi il miglior consiglio con la valvola prima di investire in "prezzo originale, sostenendo che molto più ragionevole. Borsa Chanel buona copia, infatti, confrontare l'originale e la copia, il divario tra voi.